czwartek, 6 czerwca 2013

2.

Caroline's POV:


- A więc Justin... - odezwał się mój ojciec, biorąc kawałek chleba, który delikatnie przerwał na pół.
Spojrzałam chwilowo na Justina, który od razu na głos mojego ojca podniósł wzrok.
Widziałam jak na jego twarzy malowała się niepewność. To było dla mnie zaskoczenie. Przecież Justin zawsze był otwarty. A dzisiaj? Siedział niczym mysz pod miotłą.
- Czym się interesujesz? - kontynuował mój ojciec, skupiając się na posiłku, jednak nie tak jak na Justinie.
Dyskretnie spojrzałam na chłopaka. Oblizał wargi, po czym otworzył usta, by odpowiedzieć na pytanie mojego ojca.
- Można powiedzieć, że trochę samochodami... - przerwał zdanie, sięgając po kawałek chleba, który urwał. - I muzyką.. Nic nadzwyczajnego. - Wzruszył ramionami, jedząc chleb.
Atmosfera była bardzo przyjemna. Wszyscy zabraliśmy się za jedzenie obiadu, który przygotowała moja mama.
Wszyscy rozmawialiśmy w trakcie posiłku. Później obejrzeliśmy film.
Kiedy już nastał wieczór, oboje z Justinem postanowiliśmy wrócić do domu. Pożegnaliśmy się z  moimi rodzicami i w trybie natychmiastowym znaleźliśmy się w aucie Justina. Zapięłam pas, i usiadłam wygodnie na swoim miejscu pasażera, patrząc przez cały czas przed siebie. Natomiast Justin, zapiął pas, przekręcił kluczyk w stacyjce i wyjechał autem na ulicę. Czułam jak jego wzrok wierci mi dziurę na twarzy. Przełknęłam głośniej ślinę, i uniosłam brew do góry, spoglądając na chłopaka, chcąc wiedzieć dlaczego patrzy na mnie takim wzrokiem.Jednak, kiedy nasze spojrzenia się spotkały, on tylko potrząsnął głową i wrócił wzrokiem na ulicę, przez którą właśnie przejeżdżaliśmy.
- O co chodzi? - zapytałam zdezorientowana. On pozwolił tylko, by cisza odpowiedziała na moje pytanie. Od zawsze byłam dziewczyną, która dąży do wyznaczonego sobie celu, i nigdy nie odpuszcza. Oblizałam usta, i ponownie zapytałam. - Odpowiesz mi na moje pytanie?
Justin uniósł brwi do góry. Udawał, że dopiero mnie usłyszał.
- Mówiłaś coś? - Oblizał usta.
- Dlaczego na mnie tak patrzyłeś? - Zapytałam po raz trzeci, patrząc na jego twarz.
- Bo jesteś strasznie seksowna. - Wzruszył ramionami, mówiąc to obojętnie. Westchnęłam.
Przez całą drogę oboje siedzieliśmy w milczeniu.
Widząc, że zaparkował przed moim domem-ocknęłam się. Wysiadłam  z auta i od razu powędrowałam w stronę drzwi, nie czekając na Justin'a. Wyjęłam z małej torebki, klucz i przekręciłam go w zamku drzwi wejściowych. Oboje weszliśmy do środka. Zanim zdążyłam odłożyć swoją torebkę na komodę, Justin objął mnie w talii od tyłu i zaczął składać na mojej szyi gorące pocałunki.
- Przepraszam.. -mruknął, pomiędzy pocałunkami, bardziej zaciskając swoje dłonie na moich biodrach.
Przymknęłam oczy. Dlaczego on tak na mnie działał? Obróciłam się  w jego stronę i popatrzyłam w jego idealne piwne oczy. Przycisnęłam swoje usta do jego i zanim mój mózg mógł wszystko zarejestrować- leżeliśmy na łóżku pozbawieni wszystkich ubrań.
- Jeśli nie chcesz tego robić, to mi powiedz... -Szepnął Justin do mojego ucha, całując każdy fragment mojego ciała...
- Chcę tego, Justin.- szepnęłam, obejmując go udami w biodrach..
[...]
2:30 w nocy. Późno. Justin spał wtulony w moje nagie ciało. Spał. Mogłam jeszcze zauważyć pot na jego czole. Nie mogłam uwierzyć w to, że to zrobiliśmy. Byliśmy od dłuższego czasu parą, ale Justin zawsze mi powtarzał, że jeśli nie będę gotowa, lub nie będę chciała tego robić, mam mu powiedzieć. W końcu nadszedł czas. Uprawialiśmy pierwszy raz seks. Justin był wobec mnie bardzo delikatny i czuły. Był idealny.
Wstałam powoli z łóżka, tak, by nie obudzić chłopaka. Ten jednak od zawsze miał kamienny sen... Przewrócił się na drugi bok, przytulając się do poduszki. Potrząsnęłam głową i wstałam z miejsca. Jęknęłam cicho. Moje uda, strasznie mnie bolały. Powoli nałożyłam na siebie szlafrok, i zaczęłam iść w stronę łazienki. Miałam wrażenie, że za chwilę upadnę, jednak doszłam do pomieszczenia. Zdjęłam z siebie szlafrok, i weszłam do kabiny prysznicowej, gdzie włączyłam wodę, pozwalając jej spływać po moim ciele.
Mój prysznic trwał jakieś 15 minut. Wychodząc z kabiny, owinęłam się białym ręcznikiem, i wróciłam do pokoju, przebiegając palcami po swoich wilgotnych włosach. Podeszłam do szafy i zaczęłam szukać jakiś dresów. Nagle usłyszałam wibrację swojego telefonu, który leżał na komodzie. Kto o tej porze za wszelką cenę chce się do mnie dobić? Podeszłam do komody, gdzie wzięłam telefon do dłoni. Przejechałam kciukiem po ekranie, w celu odblokowania go. Na ekranie wyświetlił mi się zastrzeżony numer. Oblizałam usta, przykładając swojego iPhone'a do ucha.
- Tak? -szepnęłam, wychodząc z naszej sypialni, na korytarz.
- Nie dostałem jeszcze od Ciebie hajsu. Termin się skończył. -Usłyszałam zachrypnięty głos.
Moje ciało nagle zesztywniało, kiedy nagle usłyszałam, jak dokańcza swoją wypowiedź. - Była umowa, shawty.

________________________________________________________________________


Na początku BARDZO was przepraszam, że nie dodawałam rozdziału tak długo. 
Obiecuję, że nadrobię ten czas. Chciałabym również podziękować za każdy komentarz, i każde wejście na mojego bloga. Nawet nie wiecie jak bardzo to motywuje. <3

Rozdział troszeczkę dłuższy. Mało akcji, wiem. Ale przypuszczam, że następny rozdział będzie o wiele ciekawszy. Chcecie wiedzieć, co będzie dalej? Wchodźcie codziennie na bloga i sprawdzajcie! Kolejny rozdział na pewno pojawi się na dniach. :)

Jeśli ktoś z was ma jakieś pytania, zapraszam na swojego ASK'a
oraz jeśli chcecie dowiedzieć się jakiś ciekawostek o opowiadaniu, zapraszam na swojego TWITTER'a


xoxo, Natalia

niedziela, 21 kwietnia 2013

1.

- Skarbie, jesteś gotowy? Za pół godziny mamy zjawić się u moich rodziców.
Usłyszałem Caroline, która schodziła po schodach na dół, zakładając swoje szpilki.
Odwróciłem wzrok, w jej stronę, siedząc na kanapie w salonie przy włączonym telewizorze. Przez chwilę wodziłem po niej wzrokiem. Wyglądała pięknie.. Miała na sobie koszulę, spódniczce, i wysokie czarne szpilki. Jej falowane włosy spoczywały na jej ramionach. Oblizałem wargi, wracając wzrokiem ku telewizorowi. Nagle ujrzałem przed sobą Caroline.
- No co? - Odparłem, widząc w jej oczach wściekłość.
- Justin! Za pół godziny mamy być u moich rodziców. - Powtórzyła, kładąc dłonie na swoich biodrach, po czym dodała. - A ty nawet się nie ubrałeś.
Uniosła brwi do góry, wodząc po swoim ciele, zahaczając wzrokiem o moje bokserki, które były jedynym ubraniem jakie miałem w tej chwili. Zaśmiałem się pod nosem i wstałem, przyciskając swoje wargi do jej.
- Już się nie denerwuj, kotku.
- Jak mam się nie denerwować, kiedy mój chłopak nawet nie przejmuje się ważnym obiadem z moimi rodzicami?!- Powiedziała zrezygnowana.
- Za 15 minut będę gotowy. - Zapewniłem dziewczynę.
- Ubierz się przyzwoicie. -Odparła, odgarniając swoje włosy.
Wzruszyłem ramionami, śmiejąc się.
- Ubiorę się w dresy.
- Justin!
- Przecież żartuję, kotku.- Mrugnąłem do niej, po czym pobiegłem na górę, biorąc orzeźwiający prysznic. Nałożyłem czarne rurki, białą koszulę i czarne vans'y. Postawiłem włosy na żel, i zszedłem na dół do Caroline, która przez cały czas chodziła nerwowo.
- I jak? -Rozłożyłem ręce udając modela, po czym zaśmiałem się.
Wywróciła jedynie oczami, machając dłonią w moją stronę.
- Cokolwiek. -Odparła.
Zdziwiłem się. Wiedziałem, że się denerwuje, więc nie chciałem toczyć z nią kłótni o nic.
- Jedziemy?- Odparłem, oblizując wargi.
- Jasne.- Oznajmiła, biorąc torebkę, i oboje udaliśmy się na zewnątrz. Zamknąłem drzwi na klucz i razem z Caroline wsiedliśmy do auta.
Kiedy zapinała pas, uśmiechnąłem się patrząc na nią, po czym odparłem.
- Jesteś piękna..
Jej policzki się zaróżowiły. Zawsze doprowadzało mnie to do szaleństwa. Zapiąłem pas, i przekręciłem kluczyk w stacyjce odpalając silnik,po czym ruszyłem w stronę domu jej rodziców.
*
- Pamiętaj, bądź grzeczny. -Ostrzegła mnie Caroline, stojąc już przed drzwiami jej rodziców.
- Skarbie, ile ja mam lat, co? -Uniosłem brwi do góry, całując ją w usta. O dziwo, dziewczyna nie odzwzajemniła mojego gestu. Nieważne. Wyprostowałem się, kiedy zadzwoniła do drzwi.
W drzwiach ukazała się kobieta, jej mama. Od razu powitałem się z kobietą. Widziałem już, że robię dobre wrażenie w jej oczach. Weszliśmy wszyscy do środka. Dom był wielki. Mama Caroline od razu zawołała pozostałą część rodziny. Przed moimi oczyma ukazał się wysoki mężczyzna,a przy nim 6-letni chłopczyk.
Chwilowo spojrzałem na Caroline, jednak szturchnęła mnie w rękę, bym patrzył na mężczyznę.
- Dzień dobry, proszę Pana.
Odparłem dość niepewnie, oblizując wargi. Mężczyzna zaśmiał się.
- Żaden pan, tylko Christopher. Dzień dobry... Justin?
- Tak. To ja. 
Potrząsnąłem głową, uśmiechając się do mężczyzny, który również odwzajemniał mój gest. 
Nagle usłyszałem znajomy głos, który dobiegał z kuchni.
- Christopher, kochanie, przyjdź tu z gośćmi, za chwilę będzie obiad.
Mężczyzna potrząsnął głową i odparł.
- Dobrze, Veronica. Już idziemy.. 
Christopher pokiwał głową w moją stronę, i wyszeptał.
- Kobiety..
- Słyszałam! -krzyknęła Veronica, śmiejąc się. 
- Uważaj lepiej na Caroline, młody. Ma słuch po mamie.
Christopher puścił mi oczko i dodał.
- Tak więc młodzi. Chodź...
W tym momencie ujrzałem, że mały chłopak, który stał cały czas przy Christopher'rze zaczął go szarpać za rękaw. 
- A no właśnie.. Zapomniałbym. To jest Jonathan, mój syn, i brat Caroline.
Ukucnąłem przed małym chłopczykiem, który patrzył na mnie z lekkim wstydem.
- Cześć, Jonathan. Jestem Justin. 
Wystawiłem w jego stronę pięść, by przybił mi żółwika. Kiedy już to zrobił, wziąłem malucha na ręce i razem z Christopeher'em i Caroline poszliśmy do kuchni gdzie na stole czekał na nas już obiad przygotowany przez mamę Caroline, Veronicę. Veronica widząc mnie, trzymającego malucha na rękach uśmiechnęła się wyrzucając dłonie w powietrze. 
- Już widzę, że będziesz dobrym ojcem, Justin..
Zaśmiałem się i spojrzałem na Jonathan'a.
- Mam nadzieję.. 
Oddałem malucha dla Veronicy, i usiadłem przy stole koło Caroline posyłając jej ciepły uśmiech...