Usłyszałem Caroline, która schodziła po schodach na dół, zakładając swoje szpilki.
Odwróciłem wzrok, w jej stronę, siedząc na kanapie w salonie przy włączonym telewizorze. Przez chwilę wodziłem po niej wzrokiem. Wyglądała pięknie.. Miała na sobie koszulę, spódniczce, i wysokie czarne szpilki. Jej falowane włosy spoczywały na jej ramionach. Oblizałem wargi, wracając wzrokiem ku telewizorowi. Nagle ujrzałem przed sobą Caroline.
- No co? - Odparłem, widząc w jej oczach wściekłość.
- Justin! Za pół godziny mamy być u moich rodziców. - Powtórzyła, kładąc dłonie na swoich biodrach, po czym dodała. - A ty nawet się nie ubrałeś.
Uniosła brwi do góry, wodząc po swoim ciele, zahaczając wzrokiem o moje bokserki, które były jedynym ubraniem jakie miałem w tej chwili. Zaśmiałem się pod nosem i wstałem, przyciskając swoje wargi do jej.
- Już się nie denerwuj, kotku.
- Jak mam się nie denerwować, kiedy mój chłopak nawet nie przejmuje się ważnym obiadem z moimi rodzicami?!- Powiedziała zrezygnowana.
- Za 15 minut będę gotowy. - Zapewniłem dziewczynę.
- Ubierz się przyzwoicie. -Odparła, odgarniając swoje włosy.
Wzruszyłem ramionami, śmiejąc się.
- Ubiorę się w dresy.
- Justin!
- Przecież żartuję, kotku.- Mrugnąłem do niej, po czym pobiegłem na górę, biorąc orzeźwiający prysznic. Nałożyłem czarne rurki, białą koszulę i czarne vans'y. Postawiłem włosy na żel, i zszedłem na dół do Caroline, która przez cały czas chodziła nerwowo.
- I jak? -Rozłożyłem ręce udając modela, po czym zaśmiałem się.
Wywróciła jedynie oczami, machając dłonią w moją stronę.
- Cokolwiek. -Odparła.
Zdziwiłem się. Wiedziałem, że się denerwuje, więc nie chciałem toczyć z nią kłótni o nic.
- Jedziemy?- Odparłem, oblizując wargi.
- Jasne.- Oznajmiła, biorąc torebkę, i oboje udaliśmy się na zewnątrz. Zamknąłem drzwi na klucz i razem z Caroline wsiedliśmy do auta.
Kiedy zapinała pas, uśmiechnąłem się patrząc na nią, po czym odparłem.
- Jesteś piękna..
Jej policzki się zaróżowiły. Zawsze doprowadzało mnie to do szaleństwa. Zapiąłem pas, i przekręciłem kluczyk w stacyjce odpalając silnik,po czym ruszyłem w stronę domu jej rodziców.
*
- Pamiętaj, bądź grzeczny. -Ostrzegła mnie Caroline, stojąc już przed drzwiami jej rodziców.
- Skarbie, ile ja mam lat, co? -Uniosłem brwi do góry, całując ją w usta. O dziwo, dziewczyna nie odzwzajemniła mojego gestu. Nieważne. Wyprostowałem się, kiedy zadzwoniła do drzwi.
W drzwiach ukazała się kobieta, jej mama. Od razu powitałem się z kobietą. Widziałem już, że robię dobre wrażenie w jej oczach. Weszliśmy wszyscy do środka. Dom był wielki. Mama Caroline od razu zawołała pozostałą część rodziny. Przed moimi oczyma ukazał się wysoki mężczyzna,a przy nim 6-letni chłopczyk.
Chwilowo spojrzałem na Caroline, jednak szturchnęła mnie w rękę, bym patrzył na mężczyznę.
- Dzień dobry, proszę Pana.
Odparłem dość niepewnie, oblizując wargi. Mężczyzna zaśmiał się.
- Żaden pan, tylko Christopher. Dzień dobry... Justin?
- Tak. To ja.
Potrząsnąłem głową, uśmiechając się do mężczyzny, który również odwzajemniał mój gest.
Nagle usłyszałem znajomy głos, który dobiegał z kuchni.
- Christopher, kochanie, przyjdź tu z gośćmi, za chwilę będzie obiad.
Mężczyzna potrząsnął głową i odparł.
- Dobrze, Veronica. Już idziemy..
Christopher pokiwał głową w moją stronę, i wyszeptał.
- Kobiety..
- Słyszałam! -krzyknęła Veronica, śmiejąc się.
- Uważaj lepiej na Caroline, młody. Ma słuch po mamie.
Christopher puścił mi oczko i dodał.
- Tak więc młodzi. Chodź...
W tym momencie ujrzałem, że mały chłopak, który stał cały czas przy Christopher'rze zaczął go szarpać za rękaw.
- A no właśnie.. Zapomniałbym. To jest Jonathan, mój syn, i brat Caroline.
Ukucnąłem przed małym chłopczykiem, który patrzył na mnie z lekkim wstydem.
- Cześć, Jonathan. Jestem Justin.
Wystawiłem w jego stronę pięść, by przybił mi żółwika. Kiedy już to zrobił, wziąłem malucha na ręce i razem z Christopeher'em i Caroline poszliśmy do kuchni gdzie na stole czekał na nas już obiad przygotowany przez mamę Caroline, Veronicę. Veronica widząc mnie, trzymającego malucha na rękach uśmiechnęła się wyrzucając dłonie w powietrze.
- Już widzę, że będziesz dobrym ojcem, Justin..
Zaśmiałem się i spojrzałem na Jonathan'a.
- Mam nadzieję..
Oddałem malucha dla Veronicy, i usiadłem przy stole koło Caroline posyłając jej ciepły uśmiech...